Scenariusz przedstawienia teatralnego na ślubowanie klas pierwszych pt.:

         LEKCJA INSTRUKTAŻOWA, CZYLI JAK PRZETRWAĆ W GIMNAZJUM?

                  

Sala lekcyjna, nauczyciele i uczniowie siedzący w ławkach i śpiewają piosenkę

pt.: Gimnazjalna cza-cza; :

 

 

     1. Od czego by tu zacząć                              2. Wieczorem nad książka                                                                       

        Gdy w głowie pusty kram                                Szczerzy się wiedzy smok

        Pojutrze matma, fiza                                        Nazajutrz sprawdzian z chemii

        Jak sobie radę dam.                                         Doprawdy to już szok.

 

       Od czego by tu zacząć                                      Nauczycielu miły

       Receptę świetną mam                                       Odetchnąć trochę daj

       Najwyższy czas na cza-czę                               Rozluźnij ręce, głowę

       Więc razem z nami tańcz.                                  I razem z nami tańcz.

 

Ref: Gimnazjalna cza-cza-cza                         Ref: Gimnazjalna cza-cza-cza

        Dziwny urok ma                                               Dziwny urok ma

        Natrętnie do mnie wraca                                  Natrętnie do mnie wraca

        I w uszach dźwięk jej trwa.                               I w uszach dźwięk jaj trwa.

 

        Gimnazjalna cza-cza-cza                                 Gimnazjalna cza-cza-cza

        Najlepsza jaką znam                                        Najlepsza jaką znam

        Zatańczysz razem z nami                                 Zatańczysz razem z nami

        W gromadzie albo sam.  (bis)                           W gromadzie albo sam. (bis)

 

 

 

RECYTATOR (mówi, podchodząc do uczniów klas pierwszych):

 

              Chcesz być w życiu kimś, to się ucz,

                      Abyś nie zginął w tłumie;

              Nauka – to potęgi klucz,

                       W tym moc, co więcej umie.

 

              I zważ, nie popchną tego wstecz

                      Ani pochłoną fale,

              Kto umie choćby jedną rzecz,

                      Lecz umie doskonale.

 

PROWADZĄCY (ubrany w togę rektorską stoi na katedrze; wolno, z powagą)

 

     Wy, uczniowie klas pierwszych, we wrześniu przekroczyliście próg naszej szkoły z uczuciem lęku i nadziei. Lęku przed wszystkim, co nowe i nieznane. Nadziei na piątki i szóstki, dobrych nauczycieli, serdecznych przyjaciół. Poznacie tu nie tylko  tajniki wiedzy książkowej, ale przekonacie się ,że mury te są prawdziwą szkołą życia. Aby uniknąć porażki pamiętajcie, że najważniejszą osobą w szkole jest dyrektor.

 

 

DYREKTOR ( poważny, głos donośny, w stronę uczniów):

 

       Witam was uczniowie! Na początek chciałbym wygłosić kilka słów w sprawach porządkowych. A więc: primo - należy do szkoły nosić buty na zmianę w worku, sekundo – należy nosić mydło, szampon, szczoteczkę do zębów, szczotkę do butów, ręcznik- gdyby ktoś przypadkiem został na noc. Tercio – należy nosić własne krzesło, na wypadek gdyby szkolnych zabrakło. Worek z prowiantem dla konsumentów obiadów szkolnych. Pastę do podłóg i szmatę, gdyby trzeba było posprzątać. Froterek i odkurzaczy nie wymagam. To wszystko co chciałbym wam przekazać dzisiaj.

 

 

PROWADZĄCY ( stronę uczniów, wyraźnie)                                                                                 Na co dzień każdy z was mierzy się z nauczycielami. Czy są na nich sposoby – zobaczcie.

 

 Sala lekcyjna 4 ławki, w nich siedzą uczniowie. Nauczyciel przy biurku.

 Wpada spóźniony uczeń. Wita się z kolegami, nie zwraca uwagi na nauczyciela.       Idzie w kierunku swojej ławki.

N (w kierunku ucznia, który wpada do klasy i próbuje usiąść): Kowalski! A co to za maniery? Znowu się spóźniłeś? (ironicznie) Dlaczego tym razem?

Głos z ławki: Kubuś tym się właśnie wyróżnia, że się wciąż do szkoły spóźnia.

N: Cisza! Słucham…                                                                                                       U: To przez te buty na zmianę, obowiązujące w naszej szkole. Zaglądam w szatni do mojego worka, wyjmuję trampka, o takiego…(pokazuje nauczycielowi)

N (z oburzeniem):Dziecko ja wiem jak wyglądają trampki!

U: (ze zdziwieniem) TAK!?(groźna mina nauczyciela) No więc zaglądam do worka, wyjmuję jednego trampka i spostrzegam, że nie mam drugiego. (bezradnie)To może się zdarzyć każdemu. A bez obuwia zmiennego nie można wejść na teren szkoły, to znaczy nie powinno się wchodzić…

N: Do rzeczy , proszę…

U: Cóż miałem robić? Jedyny ratunek w korektorze! Usiadłem i pomalowałem podeszwy w moich adidaskach. Eleganckie są, no nie?(pokazuje nauczycielowi buty). Nie wiedziałem tylko, że zajmie mi to tyle czasu.

N: Siadaj już. (do siebie) Ciekawie, co wymyśli następnym razem.

 Nauczyciel opuszcza salę, ciche rozmowy w ławkach

 

 

 

PROWADZĄCY: Spóźnienie na zajęcia jest częścią życia szkolnego. Podobnie jak zwalnianie się z lekcji, które nie zawsze bywa uzasadnione.

 

Wchodzi nauczyciel, powoli majestatycznie. Uczeń wstając z ławki:

U: Proszę pani! Ja chciałbym się zwolnić z lekcji.

N: A zwolnienie masz?

U: Zwolnienie…, a zwolnienie… a tak…zwolnienie! Zwolnienie mam.(szuka w plecaku) Zwolnienie mówi pani…

N: Tak. Od rodziców.

U: (szuka rozpaczliwie w plecaku) Oczywiści od rodziców… zwolnienie.(chwila przerwy) Nie mam. Zapomniałem!? Ale ja muszę się zwolnić!

N: Musisz? Hm…Hm…Musisz? Dlaczego?

U: (z olśnieniem) Bo właśnie rozbolał mnie ząb. Tak bardzo boli(trzyma się za buzię) Oj! Boję się, żeby nie wdała się infekcja.(podbiega do nauczyciela). Bo tam jest dziura, duża dziura, a nawet dwie… Niech pani spojrzy(otwiera buzię pokazując zęby) O tam…

N: Ale ja nie chcę oglądać twoich dziurawych zębów.

U: No widzi pani. Oooooj! Jak ja cierpię. Litości. (z powagą) Panią też może rozboleć ząb,(z uczuciem bólu) ja muszę na wizytę do dentysty. Ojej!

N:(z politowaniem) Dobrze, już dobrze. Tylko przynieś na jutro zwolnienie.

U: Przyniosę! Na pewno! (opuszczając salę wyjmuje z kieszeni czekoladowy batonik i zjada na oczach widzów)

 Nauczyciel wychodzi z sali.

 

 

PROWADZĄCY: Niektórzy desperaci próbują nawet ucieczki z lekcji. Ale czy zawsze im się to udaje? (w stronę widzów) Zobaczcie.

 

Uczniowie cofają się w kierunku drzwi. Wpadają na nauczyciela, który trzyma w ręku kij.

N: (z groźbą i powagą) No, proszę. Chcieliście uciec z mojej lekcji!? Takie numery nie ze mną. Możecie sobie uciekać z każdej innej lekcji- oczywiście, jeżeli wam się uda, ale z mojej?

U1: Ale kto tu mówi o ucieczce?

U2:My chcieliśmy tylko tak…

U3: (zza pleców)No właśnie, tyko sprawdzić…

U1: Tak, sprawdzić…coś…

U2: Stan pogody?

U3:Czy dzieciaki nie kręcą się po korytarzach!

N:( z groźną miną) Dość! A swoją drogą nie myślałam, że jesteście tak naiwni , żeby uciekać z lekcji muzyki. No, skoro jesteście dobrzy w uciekaniu to sprawdzimy jak śpiewacie. Proszę bardzo. (uczniowie siadają do ławek i zaczynają śpiewać)

 

         Gdyby tak do szkoły

         Koniecznie trzeba było iść

         Gdyby tak do szkoły

         Już choćby dziś, dziś, dziś

         A dzień wesoły

         Uśmiecha się jak polny mak.

         Chcecie zwiać ze szkoły?

         Też pytanie: Tak! Tak! Tak!

 

 

PROWADZĄCY:( ze współczuciem i litością, w stronę uczniów)

       Kiedy nie uda się uciec trzeba stawić czoło problemom szkolnym. Najgorszym

z nich jest klasówka. Zapowiedziana, czy nie, jest problemem każdego ucznia. Porządny uczeń jest zawsze nieprzygotowany.  Zrobi wszystko aby jej uniknąć.

 

 

Do klasy wchodzi nauczyciel. Cisza. Uczeń trzyma rękę w górze.

N: Nie proście o przełożenie klasówki, która i tak była już dwa razy przekładana.

U: Ale ja w innej sprawie. (wstaje) W imieniu swoim, jak i klasy, oczywiście, chciałbym się zapytać, czy nie ucieszyłyby Pani bardzo wysokie wyniki z klasówki.

U2: Wystarczy, żeby chociaż wysokie.

U3: Nie przesadzajcie! Dobre wystarczą.

U4: Pewnie, że wystarczą … nawet średnie…

N: Przyznaję, sprawiłoby mi to radość.

U: Dlatego ja i moi koledzy, uważamy, że nie warto robić dzisiaj klasówki.

N: Znowu jesteście nieprzygotowani?

U: Ależ skąd! Obawiam się tylko, że wyniki nie będą zadawalające ani dla nas, ani dla Pani. Bo wie Pani dla nas to grunt, żeby nauczyciel był zadowolony. Nic tak nie cieszy ucznia jak szczęśliwa mina nauczyciela.

N: Manipulant z ciebie, Krzysiu, manipulant…

U: Jakiż manipulant? Ja bym Pani buty wyczyścił, ja przed Panią pył z podłogi zetrę , drzwi otworzę i na pewno nic  nie przytrzasnę. Bo ja już mam takie dobre serce. Oooooo… widzi Pani. Już mi łzy stanęły w oczach, tak się wzruszyłem.

(uczennica udająca omdlenie)

U: Mdleję!

U: (odwraca się , macha ręką , z powagą) Przestań, to ograny numer.  Nie przejdzie.

N: To zaczyna być interesujące. W szkole cenimy oryginalność.

U: (wyjmuje kwiaty, podbiega i klęka przed nauczycielem) To od nas, dla Pani.

N: Miłe, ale to za mało.

U2: (ze smutkiem)Dobrze… dobrze…Znalazłem w chipsach wygrany śliczny plecaczek. Trudno…oddam… (oddaje kartonik z wygraną)

N: Czy coś jeszcze wymyślicie?

U: (wstaje nie zadbany uczeń) Ja dla Pani przeżyję metamorfozę. Z tej poczwarki zmienię się w motyla.(wyjmuje lusterko z kieszeni i przygląda się sobie) Niedobrze, niedobrze…( wyjmuje grzebień i  czesze włosy) Lepiej (patrzy w stronę nauczyciela)… chyba nie (wychodzi z ławki i wyciera buty o nogawki spodni) No, teraz może być (zwraca się w stronę widowni, przypina do ubrania znak jakości Q) Widzicie, jestem motylem…

N: Ach! Wygraliście! Wyfruwajcie.

(nauczyciel wychodzi, klasa jest pusta)

 

 

 

(Wchodzi nauczyciel. Zagląda pod ławki, szukając ściąg)

 

PROWADZĄCY: Zapewne, zapewne wszyscy się zastanawiają o co chodzi. Nie, nie o pieniądze. Rzecz z pozoru banalna. Nauczyciel poszukuje ściąg przed klasówką. Niestety banał przestał być banałem, kiedy uczniowie, wykształceni na grach komputerowych i filmach sensacyjnych, rozwinęli zdolność ściągania.

N: (kończąc szukanie, z niedowierzaniem) Niestety nic nie znalazłam. Nieprawdopodobne!

P: Proszę się nie załamywać. Służę lekcją poglądową. Zapraszam do mnie.(nauczyciel podchodzi do katedry) Jasiu! Krótka demonstracja.(wychodzi Jasio, koszula w kratę, wytarte dżinsy, trampki, czapeczka)

J: Madziu! Proszę na wybieg.( dziewczyna wchodzi krokiem modelki, z wdziękiem, staje na środku, podciąga spódniczkę,  na udzie ma wypisane wzory matematyczne)

M:( z erotyzmem w głosie) To jeszcze nie wszystko…(podciąga bluzeczkę, na brzuchu- wzór E=mc2)

J: A teraz nowy, genialny pomysł. Rzecz do opatentowania. Kuba, czas na ciebie.

 

 

(wychodzi Kuba, typ luzaka - włosy postawione na żel, we włosach ściągi)

K: Dzisiejsze klasówki: matma, biologia polski. (pokazuje na palcach) Ale ja jestem przygotowany.(pokazuje na głowę) Język polski,(wyjmuje jedną ściągę ,rozwija i pokazuje) proszę bardzo: liryka, epika i dramat. A teraz biologia. (szarpie włosy)

O kurde! Tak myślałem, za dużo żelu. I cały misterny plan…(macha ręką)

 

J: (ze smutkiem) Patentu nie będzie. Ale nie traćmy nadziei, są inne sposoby. Proszę Pani, przedstawiam eksperta w dziedzinie ściągania. Jest bardzo nieśmiały

 

(pojawia się typ kujona - w okularkach z teczką ze ściągami, wolnym krokiem podąża do ławki, stawia walizkę, rozgląda się po sali, poprawia okulary, flegmatycznie)

 

U: Metody ściągania. Metoda pierwsza to zastosowanie gotowca.(wyjmuje) Każdy  wie, jak to się robi. Cała wiedza spisana na kartce z wolnym miejscem na pytania nauczyciela. Metoda druga to delikatne napisanie ołówkiem całej ściągi na kartce przeznaczonej na klasówkę. (wyjmuje i pokazuje) Trzecia metoda to ściąga w przezroczystym długopisie. (pokazuje) Metoda czwarta…(zwraca się w stronę Jasia) Jasiu, pomóż. (podchodzi do niego i coś szepcze na ucho)

J: Zapraszam, zapraszam całą ekipę. (wchodzą, skupiają się wokół Jasia) Zapraszam i Panią. (tłok, uczeń przypina na plecach nauczyciela ściągę) Przepraszam za zamieszanie. Proszę się rozejść. (uczniowie się rozchodzą, nauczyciel odwraca się do widowni i odchodzi z powagą; Jasiu pokazując na nauczyciela) A to najlepsza z metod.

 

 

PROWADZĄCY: Drodzy pierwszoklasiści! Pokazaliśmy wam prawie wszystko, ale zginęlibyście jak dzieci we mgle, gdybyśmy nie przygotowali was do wizyty w gabinecie dyrektora. Oczywiście do wizyty za karę. Zacznę od demonstracji narzędzi tortur. (Jasio wyjmuje słoik z grochem) Na pewno wszyscy wiedzą co to jest. Groch! Zwykły groch. (w stronę Jasia) Jasiu! Przygotuj! (Jaś wysypuje groch, idzie w kierunku widowni, przyprowadza ucznia i każe klęczeć mu na grochu; następnie  wyjmuje  rózgi, zgina je demonstracyjnie) A oto śliczne, giętkie rózeczki. (sadystycznie) No, może jeszcze niezbyt giętkie. Jasiu! Namoczyć! (Jasio lekko bije nimi klęczącego ucznia, po czym wkłada je do wiadra z wodą) Moi drodzy, nie zapominajmy o udrękach psychicznych. Oto para oślich uszu zamocowanych na gumce. (Jasio pokazuje) O proszę! Jak się rozciągają. Jasiu! Tylko, żeby się nie zdefasonowały. (Jasio nakłada uczniowi na głowę) A teraz (Jasio wyjmuje stary telefon i straszy nim ucznia) telefon. Prawda jak niewinnie wygląda, a ile złego może uczniowi uczynić. Nie mówię oczywiście o biciu słuchawką. Nic z tych rzeczy. Telefon służy do powiadomienia mamusi, że synek pobił kolegę; tatusia, że córeczka dostała trzecią pałę z matematyki; no… ostatecznie babci lub dziadka, aby wyrzekli się wnuka łobuza.(w stronę Jasia) Jasiu! Odstaw aparacik. Ale cóż by to była za wizyta

u dyrektora bez dywanika? Jasiu! Dywanik.(wnosi dywanik, odprowadza ucznia za ucho na widownię) Zapraszam pana dyrektora do gabinetu. (do Jasia) A teraz potrzebny jest winny. Może ktoś na ochotnika? (prowadzący podejrzliwie patrzy w stronę publiczności) Nie ma!? Jasiu! Przyprowadź winnego. (za kurtyną słychać głosy protestu, szamotaninę)

( Gabinet dyrektora, Dyrektor siedzi na krześle, sprawia wrażenie czymś zajętego)

U: ( mały, niepozorny, wystraszony, z drżącym głosem) Panie dyrektorze, ja bardzo przepraszam, nie chciałem, naprawdę…(ze strachem) Czy ja, panie dyrektorze, mam klęczeć na tym grochu?

D:(z czułością) Ależ dziecko drogie! Na jakim grochu!? Uszkodziłbyś sobie kolana, a teraz taki problem ze służbą zdrowia.

U: Panie dyrektorze, to znaczy, że te rózgi są dla mnie?

D: (ze zdziwieniem) Rózgi! Kto ci takich bzdur naopowiadał. Te rózgi to sadzonki, krzewy do szkolnego ogródka.

U: (nieco pewniej) Dobrze panie dyrektorze! Ośle uszy mogę nosić, choćby cały tydzień.

D: Ech! Zrezygnujemy! Jeszcze inni biliby ci brawo za oryginalność.(wstaje, podchodzi do ucznia, obejmuje go , głaszcze po głowie) Dziecko drogie! To nie szkoła sadystów. My o was dbamy, pilęgnujemy jak młode roślinki. (odchodzi od ucznia, sarkastycznie, w stronę widowni,zacierając ręce) Ja tylko wykonam kilka telefoników do rodziców. (obraca się do ucznia) Możesz odejść. (w stronę Jasia) Jasiu! Groch, rózeczki, ośle uszy do sejfiku, do sejfiku – jeszcze mogą się przydać!

 

PROWADZĄCY: Drodzy pierwszoklasiści i tym optymistycznym akcentem kończymy naszą lekcję przetrwania.

 

Schodzi z katedry, za nim dyrektor, nauczyciele, uczniowie; kłaniają się.

 

 

Opracowała p. mgr Marzena Jefimczyk